Barcelona

Pamiętam jak trzy lata temu kończyłam swoją podróż po Portugalii i Hiszpanii w Barcelonie. Wtedy to był czas, tyle emocji. Przyznam, że nie chciałabym do tego wracać.

Jedyna pozytywna rzecz z tego roku- pierwszy raz w życiu doświadczyłam to jak bardzo świat jest mały! Spotkać kolegę z czasów licealnych na lotnisku Barcelona El-Prat. Przypadkiem. On przyleciał ze swoją dziewczyną, a ja postanowiłam w nocy poczekać na poranny lot do Polski. I spotkaliśmy się. Kilka lat po zakończeniu nauki. To było mega 🙂

 

W tym roku przyznam, iż nie chciało mi się za bardzo chodzić po Barcelonie. Byłam zmęczona, nie chciało mi się nigdzie chodzić. Musiałam polecieć przez jakieś miasto w Hiszpanii, a że lot do Barcelony wyniósł 230 zł LOTem. Musiałam wybrać ten kierunek. W końcu jakaś odmiana od Ryanaira i Wizzaira 😛

W tym roku, przyznam szczerze, zaczęło się słabo. Jak zobaczyłam jak wygląda mój pokój w hostelu… myślałam, że dostanę zawału! No… za ponad 20 euro spodziewałam się czegoś innego!!!

IMG_20180829_145323

Jak zwykle zrobiłam rundkę nad Morze Śródziemne, choć w tym roku nie było super pogody. Nie poszłam sobie na wschód słońca, bo było pochmurnie. Park Guell chyba zawsze będzie moim ulubionym miejscem na spacer 😀

 

Jeśli chodzi o katedrę Świętej Rodziny. Przyznam szczerze, że nigdy nie wydałam kasy na zwiedzanie jej w środku. Choć mam to w swoich planach na przyszłość. Natomiast jest możliwość uczestniczenia we Mszy Świętej za darmo 😀 Co prawda odbywa się ona w kaplicy obok, ale i tak warto się wybrać. Ja akurat poszłam na mszę po katalońsku, podoba mi się ten język 😉 Bardzo fajne jest to, że przy wejściu do kaplicy są kartki z Liturgią Słowa w kilku językach, po polsku również, więc można się zaopatrzyć i wiedzieć o czym są czytania.

IMG_20180829_201908

Oczywiście w samym mieście jest pełno budynków, które od pierwszego wejrzenia kojarzą się z Gaudim. I słusznie!!!!

 

Ale wierzcie, że najbardziej lubię zgubić się w tych wszystkich uliczkach. Poczuć klimat tego miasta. Nie jestem obiektywna, bo to moje ulubione miasto w Hiszpanii. Ale naprawdę!!! Te wąskie uliczki, różne kawiarenki.

Mi najbardziej zapadło w pamięć, jak trzy lata temu taka zasmucona siedziałam przy stoliku w kawiarni. Przy innym stoliku siedziała para z dzieckiem, które było niepełnosprawne. Chwilę potem przyszedł jakiś pan, z wyglądu taki typowy backpacker. Miał przy sobie ukulele. Zaczął grać i śpiewać. Obok była restauracja, gdzie było więcej klientów (mógłby więcej kasy zebrać). Ale wybrał tą knajpkę, gdzie siedziała niepełnosprawna dziewczynka. Grał i śpiewał. Było czuć, że to dla niej. Dłuższą chwile się mu przyglądałam i przysłuchiwałam. Ogólnie w tym czasie nie byłam w najlepszej kondycji, nie chciałam wracać do Polski, no bo po co! Wszystko się zepsuło, świat mi się zawalił, a w Hiszpanii chociaż słońce… Ale wracając do tematu. Czułam wtedy duży smutek, jakąś nostalgię. I jakie było miłe kiedy ten gość z ukulele zaśpiewał „Sunshine reggae”. To było takie miłe! Swoją drogą ten pan z ukulele musi być dobrym obserwatorem i dobrym człowiekiem.

 

Cóż… tak kocham te miasto, że mam nadzieje wybrać się tam w ramach Erasmusa od października, ale co życie pokaże. Zobaczę 🙂

Reklamy

koniec świata

Ten rok był jedyny w swoim rodzaju. Dzięki dobrej organizacji, uporowi i ciężkiej pracy zdołałam spełnić swoje marzenia.  Miesiąc w Hiszpanii, potem Włochy i powrót do Polski. A ukoronowaniem tego wszystkiego była mała wycieczka.

Celem tej krótkiej wyprawy samochodem była Finisterra, czyli miejsce niegdyś uważane za koniec świata.  Jednak po drodze zatrzymywałam się na chwile w pewnych miejscach. Tym sposobem udałam się na plażę w San Francisco.

 

Później udałam się nad rzekę Xallas, by móc zobaczyć wodospad Ezaro. Niezwykłe, magiczne miejsce. Xallas to jedyna rzeka w Europie, która uchodzi do oceanu jako wodospad! Miejsce jedyne w swoim rodzaju, najpiękniejsze jakie widziałam w swoim życiu! Warto je odwiedzić.

 

Ostatnim przystankiem i celem całej wyprawy była Finisterra.  Miejsce te było uważane za koniec świata, gdzie pielgrzymi palili swoje stare ubrania. Miejsce wspaniałe, idealne do oglądania zachodów słońca. Wiele osób po odbyciu pielgrzymki do Santiago de Compostela kontynuuje swoją wędrówkę właśnie do tego miejsca.

Mi osobiście bardzo się tam podobało. Co prawda był tam tłum ludzi ( jak zwykle). Unosiła się lekka mgła. Jeden z pielgrzymów przygrywał na gitarze. I ten spokój… Miejsce, do którego chce się wracać.

 

Skąd to wszystko

Kiedy miałam 15 czy 16 lat przeczytałam książkę Paula Coelho „Pielgrzym”. Nigdy bym nie pomyślała, że ta książka (swoją drogą dziwaczną, a autora po przeczytaniu uważałam za gościa, który ma nierówno pod sufitem) zdeterminuje moje życie tak bardzo. Pamiętam, że będąc w gimnazjum zaintrygował mnie … Czytaj dalej Skąd to wszystko